Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnie Egzotyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnie Egzotyczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 listopada 2012

KASIA w KBK: خورش قیمه Qeyme, czyli kuchnia irańska




Jakiś czas temu byłam na kolacji u Kasi i Tomka, która to zapadła mi na dłuuugo w pamięć. Kasia niedawno wróciła z Iranu i obiecała, ku mojej radości (mało powiedziane), że kiedy już się zobaczymy, opowie mi o swoich wojażach - zapowiadało się miło. Ale.. hm.. nie mogę tego ująć inaczej: cały wieczór przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dziś myślę sobie, że zachowywałam się nieco dziwnie - pamiętam, że miałam mocno wyostrzone zmysły (jakkolwiek to brzmi) i zadawałam pytanie za pytaniem. Już wyjaśniam dlaczego :)

Po pierwsze, Kasia przygotowała dania kuchni irańskiej, co już na początku po prostu mnie ujęło, uwiodło, wzruszyło - zwał jak zwał, wiadomo że coś bardzo bardzo. Jak przeczytacie poniższy przepis, zrozumiecie. Przeczytajcie sobie także listę przypraw i spróbujcie sobie wyobrazić zapachy jakie wydobywały się z kuchni państwa W. - coś zniewalającego! (Może także dlatego miałam wyostrzone zmysły ;D)

Skąd te ochy i achy.. Otóż, Iran i w ogóle "te strony" są dla mnie wyjątkowo egzotyczne. Już bliższe wydają mi się Chiny, bo o nich regularnie czytam i część mego serca właśnie w nich się urządziła za sprawą mojej przyjaciółki Bai. Ale Iran? Szczerze pisząc, nie wiem nic o Iranie. A jestem łasa na podróże, choćby palcem po mapie.. Albo i widelcem po talerzu?

Po drugie, Kasia to rasowa znawczyni tematu - irańskiej historii, kultury. Oprócz obszernej wiedzy na temat posiada także wspaniałą umiejętność, która sprawiła, że ten wieczór był wyjątkowy. Mam na myśli
umiejętność przyjęcia ichniejszego sposobu myślenia, spojrzenia z właściwej (bo ichniejszej) perspektywy na rzeczywistość. Dzięki temu historie, które opowiadała, obrazy, które przede mną malowała, nabierały zupełnie innego charakteru, a sam daleki i egzotyczny Iran na chwilę wydał się bliższy i bardziej swojski.

Kuchnia irańska jest fantastyczna - szczerze polecam przygotowanie poniższej potrawy, fajnie zaadaptowanej na nasze polskie warunki. Ja wypróbowałam już poniższy przepis, nieco przedobrzyłam z przyprawami, zatem sugeruję trzymać się wskazówek :).

Podsumowując, zjadłam wspaniale, popaliłam prawdziwej sziszy, oglądałam Wielką Księgę Kuchni Irańskiej (dobrze, że ma zdjęcia :P), nasłuchałam się opowieści nie tylko kulinarnych, zobaczyłam, wyniuchałam i wymacałam irański cynamon, szafran (a ja mam własny szafran, nananananna..) kilka innych przypraw.. 

Dziękuję, liczę na więcej i zapraszam do zakładki Kuchnia irańska: Kasia w KBK. No i.. pozdrawiam Kasię i Tomka :D

Qeyme 
خورش قیمه 
 
Składniki:
2 drobno krojone cebule
½ kg mięsa gulaszowego (baraniny, cielęciny lub wołowiny)
1/3 szklanki grochu łuskanego (połówek)
3 łyżki przecieru pomidorowego
3 łyżki oleju
½ kg ziemniaków

Przyprawy:
2 kwaśne cytryny
1 łyżeczka soli
¼ łyżeczki czarnego pieprzu
½ łyżeczki curry (w oryginale tzw. adviye - mieszanka przypraw, w smaku i zapachu podobna nieco do curry)
1 łyżeczka cynamonu
¼ łyżeczki kurkumy
¼ łyżeczki utartego szafranu (rozpuszczone w łyżce gorącej wody)

Przepis na 6 porcji. Czas przygotowania: 1,5 godziny

1. W żeliwnym garnku podsmaż cebulę z 3 łyżkami oleju. Dorzuć kawałki mięsa, żeby się obsmażyły. Dodaj sól, pieprz, przyprawy, cynamon i kurkumę. Następnie dolej 3,5 szklanki wody. Nałóż pokrywkę i pozostaw garnek na 1h na średnim ogniu, żeby zawartość powoli się gotowała. Od czasu do czasu zamieszaj.

2. Dodaj groch (można wcześniej go namoczyć), przecier pomidorowy, sok wyciśnięty z 2 cytryn oraz szafran. Ponownie przykryj i pozostaw na kolejne 30 minut na małym ogniu.

3. W tym czasie obierz ziemniaki i pokrój je w słupki (jak małe frytki), usmaż.

4. Kiedy mięso będzie już ugotowane, spróbuj potrawy i w razie potrzeby dodaj soli do smaku. Następnie przelej gulasz do naczynia, w którym zamierzasz go serwować. Podawaj gorący, z ryżem, marynowanymi warzywami i zieleniną (cebulki dymki, szczypior, zielona pietruszka, mięta, szałwia, rzodkiewka – oni to tak na surowo do obiadu chrupią).


Przepisy na podstawie książki Āszpaziye asile irāni (Tradycyjna kuchnia irańska) Sa’ide Seryāni (Teheran 2007)

poniedziałek, 17 września 2012

Bałkański ajvar! Pasta z pieczonego bakłażana i papryki


Kiedy pomyślę sobie o Mii, mojej chorwackiej przyjaciółce, robi mi się ciepło na sercu...

Tak się składa, że wiele bliskich mi osób pochodzi i mieszka w innych krajach: Mia w Zagrzebiu, Liga w Rydze, Anna w Budapeszcie, Eve w Zurychu, Corrado w Rzymie.. Ludzie o podobnym spojrzeniu na wiele spraw, o podobnym apetycie na życie.. ha! jak się zastanowić, to każda z tych osób wielbi jedzenie tak jak ja... Ale oczywiście nie tylko to nas łączy.

Najmilsze są te tradycyjne sposoby komunikacji - list, pocztówka w skrzynce, albo wymyślne paczuszki bez- i okolicznościowe, np z pendrivem pełnym zdjęć ze spotkania gdzieś w przelocie :) Przyznaję, że ja jestem w tym zakresie najbardziej opieszała i choć kiedyś pisałam listy w nadmiarze, teraz prawie zaniechałam tego pięknego zwyczaju. Dlatego też jestem megawdzięczna losowi za facebooka i maile, bo to głównie te narzędzia stały się formą kontaktu z tymi, których nie mogę widywać tak często jak bym chciała.

To wspaniałe uczucie: świadomość, że gdzieś tam są bliskie nam osoby, nawet jeśli te osoby na co dzień są daleko od nas. Ale czy odległość ma tak naprawdę znaczenie w dzisiejszych czasach?

Dzisiaj bałkański Ajvar. Mia za bardzo to gotować nie umie.. :P ale o Ajvarze, sosie z pieczonego bakłażana i papryki gadała tyle, że postanowiłam spróbować okrzesać jej opis. Przetrząsnęłam także blogi kulinarne, licząc że jakoś ubałkańskowię mój sos.. W rezultacie znalazłam jednak całkiem podobny przepis na jednym z moich ukochanych Strawberries from Poland. Z fanpage SfP na Facebooku wiem też, że autorka przygotowywała sos tego samego dnia co ja - wrzuciłyśmy opis w tym samym czasie :) Mój przepis różni się nieco sposobem przygotowania, minimalnie inne są także proporcje. Nie wiem natomiast na ile mój sos z pieczonej papryki i bakłażana jest zbliżony do bałkańskiego Ajvara. Ale wyszło mi smacznie to podaję dalej:

Składniki na ok 300ml:
- 4 duże czerwone papryki
- 1 średniej wielkości bakłażan
- 1 mała papryczka chili
- 4 ząbki czosnku
- czerwona cebula (tego Mia nie podawała, uznałam jednak że cebula i czosnek to związek nierozerwalny, zwłaszcza jeśli idzie o pieczenie warzyw)
- sól do smaku, pieprz: jeśli papryczka to dla Was za mało
- oliwa do pieczenia

Przygotowanie:
Bakłażana i papryki umyć dokładnie, osuszyć i nasmarować oliwą. Umieścić w nasmarowanej jednym ząbkiem czosnku blaszce przecięciem do dołu i piec w piekarniku w temperaturze 180st do momentu aż sczernieją z wierzchu (mnie zapach ściągnął do kuchni po ok 30-40min).

Warzywa należy wówczas obrać - skórka z papryki schodzi bez żadnego trudu, po prostu należy usunąć ją jednym ruchem, prawdopodobnie tak jak u mnie sama się zmarszczy, będzie wyglądać jak folia i zacznie odchodzić. Ręcznie też należy usunąć z niej nasiona. Miąższ bakłażana wydrążyć łyżką i razem z papryką umieścić w blenderze. Dodać czosnek, cebulę (niekoniecznie), obraną ostrą papryczkę (ja wyciągam nasiona). Zblendować, niekoniecznie na taką papkę jak u mnie i doprawić do smaku, ew. dodać odrobinę oliwy.

Przełożyć do słoiczków. Otwarty w lodówce sos można przechowywać do 14 dni, pasteryzowany kilka miesięcy.

Mój sos jadłam z ryżem, z ziemniakami. Podałam go także na imprezce z podpieczonym w piekarniku chlebkiem pita i taki mnie smakował najbardziej. Czasem dodaję go także do zup, wrzucę niebawem przepis na takową.

Pasteryzowanie czegokolwiek wg mojej babci: gar z gazetą/szmatką, woda do wysokości 2/3 słoika i gotować 15min od momentu wrzenia wody. 

Czas: przygotowanie składników i ich blendowanie to jakieś 5 min łącznie, pieczenie to min 30min.
Przygotowanie: bardzo proste
Dostępność składników: łatwa




środa, 29 sierpnia 2012

Sajgonki




Pierwsze sajgonki w moim wydaniu to była jakaś istna masakra! Wszystko wybebeszyło się podczas smażenia i na talerzu wylądowały ociekające tłuszczem szczątki, niepodobne do niczego, a kolega musiał uwierzyć na słowo, że TO SĄ SAJGONKI. Normalnie gorzej niż podczas pierwszego podejścia do filetowania ryby, która latała po całej kuchni Domdoroma. Potem, co widać na ostatnim zdjęciu, zrezygnowałam ze smażenia sajgonek, serwowałam sobie je w wersji light i takie też mi smakowały, dlatego stwierdzam że można w razie potrzeby to uczynić. Ostatecznie jednak, co smażone sajgonki to smażone sajgonki i właśnie takie Wam polecam najgoręcej, skoro udało mi się wreszcie skorelować rewelacyjny smak z nienagannym wyglądem :D Te sajgonki przygotowywałam z przyjaciółką Karolką, którą też serdecznie pozdrawiam :)

Składniki:
- ok 20-25 sztuk papieru ryżowego 
- mała cebula
- 2 ząbki czosnku
-1 marchewka
- garść grzybów mun
- 250g zmielonego mięsa bardzo drobno - mięso drobiowe (u mnie filety z kurczaka) albo wołowo-wieprzowe (to drugie lepsze w smaku, a przynajmniej w mojej ocenie)
- po 2 łyżki sosu sojowego i rybnego (rybny można zastąpić sojowym)
- ok 100-150 g makaronu sojowego
- jajko
- olej np. rzepakowy do smażenia farszu oraz sajgonek
- sól, pieprz do smaku

Ja podałam z sosami Tao Tao: sos do sajgonek, sos imbirowy, sos chili, a w komentarzu Bai Xiaotai znajdziecie przepis na prawdziwy wietnamski sos  (sałatkę?) :)


Przygotowanie:
Zmiażdżyć i posiekać czosnek, pokroić cebulkę w piórka, a marchewkę w bardzo drobne słupki, bądź jak radzi Bai - zetrzeć na tarce na grubych oczkach. Makaron ugotować według wskazówek na opakowaniu, odsączyć i ostudzić. Grzyby mun namoczyć zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu, odsączyć, pokroić drobno.
Rozgrzać na patelni olej, zesmażyć na szklisty kolor cebulę, czosnek. Obsmażyć mięso na złoty kolor, dodać marchew, pomieszać. Dodać pokrojone grzyby mun i makaron, doprawić sosem sojowym i rybnym oraz pieprzem, w razie potrzeby także solą. Wyłączyć gaz i ostudzić farsz, dodać jajko i zamieszać.
Płaty papieru ryżowego moczyć w letniej wodzie (bądź postępować zgodnie z opisem na opakowaniu, jeśli podaje inaczej). Ja nalewam odrobinę wrzątku na płytki talerz i w nim maczam papier, uważając przy tym by się nie rozciamkał. Następnie należy układać sporą łyżkę farszu na wysokości 1/3 płatu od dołu i zawinąć jak krokieta, najpierw boki, potem w rulon - tak by było możliwie cienkie (nie takie jak na ostatnim zdjęciu :P). Smażyć na patelni ze wszystkich stron na złoty kolor. Odsączyć z tłuszczu przy pomocy papierowego ręcznika i można jeść :) Amatorom kuchni azjatyckiej (i nie tylko kuchni) po raz kolejny polecam bloga mojej kochanej Bai :)

Czas: ok 45min
Przygotowanie: średni poziom
Dostępność składników: płaty ryżowe oraz grzyby mun, a także sosy kupicie w marketach albo sklepach z żywnością z całego świata


Przepis jest dosyć mocną wariacją na temat recepty z książki Easy Chinese :)