niedziela, 21 listopada 2010

Moja Italia czyli sugo i krajobrazy Chianti




Nie potrzebuję szczególnej okazji, aby wracać do wspomnień z Florencji. Zdjęcia przeglądam prawie codziennie i wciąż uśmiecham się do nich z takim samym rozczuleniem i radością. Właściwie niezależnie od tego czy wspominam samych Włochów, krajobrazy, konkretne sytuacje czy włoską kuchnię od razu czuję jakby toskańskie słońce zaglądało do mieszkanka na Moim Końcu Świata (ha, jakie to określenie jest prawdziwe...).

A ponieważ ostatnio w skrzynce mailowej pojawiły się znaki życia bliskich osób z Włoch, tym szerzej się uśmiecham! Jedna z wiadomości zawierała przepis na włoskie sugo, pod wdzięcznym i jakże istotnym tytułem "moje sugo" (ha!) i została opatrzona komentarzem, iż ów przepis jest sekretnym. Oczywiście, "pozwolono" mi się nim z Wami podzielić, a nawet go sobie przywłaszczyć jako osobiste, włoskie doświadczenie (hm, zasłużyłam, widać).
Cóż mogę rzec?

Sugo robiłam już kilka razy z różnych przepisów. Tak, nieraz usłyszałam, że w zakresie kuchni włoskiej muszę się jeszcze duuuuuuuużo nauczyć. Ale ponieważ usłyszałam to od osoby, która naprawdę rewelacyjnie gotuje to poczytuję sobie te słowa jako komplement.. no dobra, swoisty ten komplement :P
To sugo jest jednak naprawdę godne polecenia.
Cytując autora przepisu: "Agataaa, sugo to.. sugo".
Hm, sugo to sposób podania potrawy albo jej wykonania. Określenie 'al sugo' oznacza potrawę w dowolnym sosie - np. makaron z sosem pomidorowo-mięsnym. Istotnym szczegółem według mnie jest fakt, ze wszelkie sosy do makaronów stanowią rodzaj omasty. Sos nie jest podawany na wierzchu makaronu, a jest z nim wymieszany. Ilość sosu służy do połączenia składników potrawy, a nie sprawia, że makaron jest nim "przytłoczony" i całkowicie zdominowany, jak to się u nas przyjęło.

Tu przedstawiam zdjęcie makaronu z Nocy Świętego Lorenza - kolacji rozdawanej wszystkim zgromadzonym na placu św. Lorenza w jego święto.







Zanim podam receptę napatrzcie się jeszcze na Tosknię, a ściślej na Chianti (tu poczytaj o najbardziej znanym włoskim winie o tej samej nazwie) i wchłońcie to słońce, pod którym
la vita e bella!

















Składniki dla 4 osób:
- nieco ponad 0,5kg mięsa mielonego mieszanego (albo wołowego albo wieprzowego)
- 2 przeciery pomidorowe (pasty pomidorowe) - ok. 750 ml;
- 0,5 szklanki wina (w mojej wersji niekoniecznie);
- 1 średnia cebula;
- 0,5 łyżki masła, olej i sól
- bazylia
- (papryka chili, posiekany czosnek, zioła prowansalskie, pomidory pelati)
Przygotowanie:Umieścić olej na patelni z masłem i zagrzać. Dodać posiekaną cebulkę podsmażyć nieco i dodać mięso mielone. Kiedy wszystko jest nabierze koloru, wlać wino i dusić, aż odparuje (wino nie jest niezbędne). Następnie wlać przeciery pomidorowe i dodać sól. Gotować przez godzinę na bardzo małym ogniu, co jakiś czas mieszając.

Sugo jest sosem pomidorowym z niewielką ilością mięsa (jeszcze mniejszą niż powyżej), "moi" Włosi dodawali do sugo wyłącznie cebulę i bazylię, nie dodawali np czosnku. Ja natomiast lubię jego posmak i aromat, sama także przygotowuję wersję z większą ilością mięsa, doprawiam też papryczką chili. Nie zawsze dodaję także wino. Zagęszczam sos jeszcze bardziej pomidorami pelati (bez skórki).
Czas duszenia jest ważny, im
dłużej, tym lepiej. Najlepiej jest zostawić takie mięso nawet na pół dnia na maluśkim ogniu. Ja taką wersję przygotowuję jednak wyłącznie na specjalne okazje i wtedy, kiedy tęskno mi do Florencji. Sos po polskiemu, czyli doprawiony wg moich, wyżej opisanych upodobań, gęsty i treściwy, przygotowuję znacznie szybciej (można się zamknąć w 40 ze wszystkim), ale nie jest to już TO Sugo :)

Czas: 2h sugo, 40 min fast-wersja
Przygotowanie: proste
Dostępność składników: łatwa





Zdjęcia z Chianti - Martyna Mentel. Dzięki :*