Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10 MIN MAX. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 10 MIN MAX. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 stycznia 2014

Pesto z suszonych czerwonych pomidorów


Czerwone pesto - z suszonych pomidorów, które dostałam od przyjaciela Dominika. Kolorowy makaron ze zdjęć także dostałam w prezencie, tym razem od kochanej cioci. Oba produkty przyjechały z Włoch całkiem niedawno. Powszechnie znana jest wszak moja miłość do wszystkiego co włoskie :)


Aromatyczne, wyjątkowo smaczne, superproste w przygotowaniu. 


Składniki:
- 3 ząbki czosnku
- 10 suszonych pomidorów (nie tych w oliwie)
- 0,5 szklanki oliwy z oliwek 
- 2 łyżki parmezanu
- garść liści świeżej bazylii
- 3-4 łyżki serka Philadelphia albo Mój Ulubiony (w zależności od tego jak intensywne w smaku pesto chcemy uzyskać)
- sól, świeżo mielony pieprz, szczypta czerwonej słodkiej papryki 

Przygotowanie:
Wszystkie składniki zmiksować w blenderze. Doprawić do smaku.

Idealne do makaronu, a także do krakersów albo grzanek z piekarnika czy np jako bejca do pieczonej ryby.

Czas: wyjęcie składników z lodówki plus zmiksowanie ich blenderem.. 2 minuty? :)
Przygotowanie: Dziecinnie proste
Dostępność składników: pomidory suszone nie w zalewie oliwnej znajdziecie w sklepach z włoską żywnością

niedziela, 23 czerwca 2013

Masło orzechowe z olejem lnianym


Z uwagi na rychły wyjazd na nieco dłużej niż zazwyczaj zaczęłam wszystko obsesyjnie przetwarzać w domu - wytwarzam jak jakaś maszynka konfitury, soki, kompoty i.. masło orzechowe. Robię to wszystko chyba także po to, żeby się nie pakować i nie zastanawiać (niemniej obsesyjnie) o czym zapomniałam.. Przeglądnęłam więc w ostatnim czasie dziesiątki przepisów na domowe masło orzechowe i stworzyłam swój; inny niż te, które wpadły mi w oko - dzięki dodatkom, mam nadzieję, nieco zdrowszy. A przynajmniej dodatki, które zastosowałam są bardzo zdrowe - olej lniany Oleofarm, siemię lniane, nerkowiec. Doprawiłam go według własnego uznania i teraz nie mogę się od niego odkleić :)

Składniki:
- 300g orzeszków ziemnych solonych (mogą być niesolone jeśli wolicie, ja miałam wątpliwości mieląc solone, ale bardzo mi smakowało masło na orzeszkach solonych)
- 100g migdałów obranych lub w płatkach albo słupkach
- 100g orzechów nerkowca
- 10 łyżek oleju lnianego (może być także LenVitol), ewentualnie oliwy z oliwek bardzo dobrej jakości
- 1 łyżka siemienia lnianego
- 1 płaska łyżeczka cynamonu
- 2-3 łyżki cukru brązowego

Przygotowanie:
Orzechy zmielić na możliwie gładką masę (malakserem lub blenderem). Do masy dodać olej lniany i ponownie zblendować, dosłodzić do smaku, dodać siemię lniane oraz cynamon i króciutko zblendować (dosłownie kilka sekund). Podawać ze świeżym pieczywem albo  słodkim ciastem drożdżowym. Masło w lodówce może stać 2 tygodnie.

Czas: 5 min
Przygotowanie: banalne
Dostępność składników: łatwa, oleje zakupić można np tutaj 




piątek, 26 kwietnia 2013

Do Kuchni Bez Kitu wkracza KACZA! Owsianka babanowa z Karobem.

Do Kuchni Bez Kitu wkracza KACZA! A oto pierwsza propozycja mamy dwójki uroczych dziewczynek, fanki zdrowego odżywiania, recyklingu, rawfood, wszystkiego co eko :) Za zamiłowaniem idzie też w przypadku Kaczy spora wiedza na temat - to ona jest moją osobistą encyklopedią zdrowia i urody :) Oprócz tego spod ręki Kaczy wychodzą wspaniałe wypieki, zatem i o tym będzie ona pisać. Szczerze polecam wpisy Kaczy, a będą się one pojawiać w Kuchni Bez Kitu cyklicznie.

Na początek prosto, ale bardzo zdrowo i lekko, rzekłabym że wiosennie!




Owsianka bananowa z Karobem

Owsianka to wspaniały początek dnia i nie tylko!

O owsiance wiele można napisać. Ale może wystarczy nam tylko to, że jej fanką i propagatorką była Helena Rubinstein - cesarzowa piękna, pionierka w dziedzinie pielęgnacji kosmetycznej, a w dodatku nasza rodowita krakowianka ;D Codziennie jadła surówkę piękności ciesząc się podobno znakomitym zdrowiem i urodą przez długie lata, dożywając ponad 90 lat.

Przepisy na surówkę piękności można bez problemu odszukać w internecie i samemu też można się pokusić o kombinacje z owocami świeżymi i suszonymi oraz różnymi rodzajami orzechów i nasion oraz nabiału. Ja proponuję dziś wersję z bananem i karobem w proszku (dzięki któremu nawet dodatek nabiału wydaje się być zbędny, zważywszy na jego zawartość wapnia). 


Karob to inaczej melasa z chleba świętojańskiego, ciemnobrązowy gęsty syrop z karmelowym posmakiem. Główne zalety karobu to, że jest to produkt naturalny, nie zawierający sztucznych barwników ani konserwantów, cukru i glukozy, jest za to źródłem minerałów jak magnez, żelazo, wapń fosfor czy też witaminy B1, B2, B3 i E. Karob działa pozytywnie na nasz organizm, wspomaga jego odporność, a także: poprawia trawienie i można go stosować przy zaburzeniach żołądkowo-jelitowych, obniża poziom cholesterolu we krwi i może być pomocny w leczeniu alergii. Jeśli chcecie poznać super przepisy z karobem oraz jego właściwości to po pierwsze zapraszam tutaj, a po drugie na KBK - pojawią się jeszcze wpisy z karobem.

Bardzo dużą zaletą owsianki jest to, że jest bardzo szybka w przygotowaniu i jest świetnym posiłkiem, który możemy zabrać ze sobą do pracy, na plac zabaw etc. Jeżeli owsiankę jemy na śniadanie, płatki zalewamy wieczorem dnia poprzedniego, jeśli natomiast na kolację to czynimy to rano.

 


Pozdrawiam!
Kacza

Składniki na 2 nieduże porcje lub dla głodniejszych na 1 sporą:
- 12 dag (czubata szklanka) płatków owsianych tradycyjnych (nie błyskawicznych!)
- 1 łyżka miodu
- 2 - 3 dag rodzinek
- 3 - 5 dag orzechów, migdałów, pestek słonecznika (co kto lubi/co kto ma)
- 1 banan
- 1 małe jabłko (niekonieczne jeżeli ktoś preferuje wersję z samym bananem)
- sok z 1/2 cytryny
- 2 czubate łyżki karobu
- ew. można dodać 1 łyżkę jogurtu lub kilka łyżek mleka

Przygotowanie:
Do miski dodajemy łyżkę miodu, płatki owsiane, rodzynki, orzechy (lub wybrane przez nas nasiona) i zalewamy przegotowaną wodą w pokojowej temperaturze tak, żeby przykryła płatki (u mnie w tym wypadku szklanka wody). Pozostawiamy na noc. Rano dodajemy karob w proszku, pokrojonego banana, utarte na dużych oczkach jabłko, skrapiamy sokiem z cytryny, wszystko mieszamy i .. GOTOWE :)

Czas: dosłownie chwila!
Przygotowanie: banalne :)
Dostępność składników: Karob można kupić np tutaj

wtorek, 19 marca 2013

Pasta z tuńczyka z kukurydzą, groszkiem i papryką


Na śniadanie proponuję pastę z tuńczyka z dowolnym pieczywem - u mnie chleb orkiszowy. Pasta bardzo prosta w przygotowaniu i smaczna. Nada się także na imprezę - można podać ją na krakersach albo jako dip do maczania pokrojonych w paski świeżych warzyw jak seler naciowy albo papryka, czy też przekąsek typu paluszki np grissini. Taką pastę można przygotować wcześniej i trzymać kilka dni w lodówce (3 dni w szczelnie zamkniętym pojemniku), a przynajmniej w przypadku własnoręcznie przygotowanej pasty wiemy co jemy. W tym wypadku mamy pewność, że jest pastą rybną :)

Składniki dla 1-2 osób:
- puszka tuńczyka w sosie własnym - zadbajcie, żeby tuńczyk był dobrej jakości i w kawałkach, bez dodatków i nie rozdrobniony
- 2 płaskie łyżki majonezu
- 1 płaska łyżka koncentratu pomidorowego
- łyżka kukurydzy z puszki
- łyżka groszku z puszki
- 2 kawałki papryki konserwowej
- sól, świeży czarny pieprz, słodka papryka
- kilka kromek ulubionego pieczywa - np ciemne orkiszowe u mnie

Przygotowanie:
Można pastę przygotować przy pomocy blendera, można ręcznie - odsączonego tuńczyka wymieszać bardzo dokładnie z majonezem i koncentratem pomidorowym. Blender zrobi to na gładką masę, ale można także "utrzeć" ręcznie pastę. Paprykę pokroić w bardzo drobną kostkę, dodać ją wraz z kukurydzą i groszkiem do pasty i wymieszać, doprawić do smaku solą, pieprzem i papryką słodką. Podawać z pieczywem albo ze świeżymi warzywami albo krakersami czy innymi przekąskami w wersji imprezowej.

Czas: 5min
Przygotowanie: bardzo proste
Dostępność składników: łatwa

poniedziałek, 25 lutego 2013

Domowy budyń z sokiem i malinami


Jeśli idzie o słodkości mojej mamy to na myśl przychodzą mi następujące: śmietankowiec -"ciasto" bez pieczenia, w którym się specjalizuje; grysik z "gorącym cukrem" - dobry na wszystko - i budyń z babcinym sokiem malinowym. Te dwa ostatnie to zdecydowanie smaki mojego dzieciństwa. Ostatnio mnie "naszło", więc uskuteczniłam taki oto budyń. Pyszne :)

Składniki na 2 porcje:
- 2 szklanki mleka
- 2 żółtka
- 1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
- 2 łyżki masła 82% tłuszczu
- opakowanie cukru waniliowego (jeśli macie wanilię w laskach to jeszcze lepiej)
- 4 kopiate łyżki cukru (ja mam brązowy, a w nim trzymam kawałek cynamonu dla miłego aromatu - jeśli lubicie, dodajcie o,5 łyżeczki cynamonu do budyniu)
- do podania: sok malinowy z całymi malinami (jeśli kupne to może być gęsty sok malinowy albo konfitura malinowa) i np łyżka płatków żytnich

Przygotowanie: 
1 i 1/3 szklanki mleka zagotować wraz z masłem, cukrem i cukrem waniliowym. Pozostałe mleko wymieszać bardzo dokładnie przy pomocy mątewki (ew. blendera) z mąką ziemniaczaną i żółtkami. Masę wlać do gotującego się mleka, zmniejszyć ogień i mieszać dokładnie, by nie zrobiły się "grudki" aż do zagotowania. Przelać do czystych miseczek lub salaterek i podawać. Ja lubię ciepły budyń, ale można go schłodzić w lodówce i zjeść na zimno. Polać sokiem malinowym, wyłożyć kilka malin, posypać płatkami.

Czas: 10 min
Przygotowanie: bardzo proste
Dostępność składników: łatwa

czwartek, 14 lutego 2013

Teryna łososiowa (Terrina)


Naoglądałam się w sieci teryny (terriny):
- z cukinii, polki.pl
- rybnej, IMenudiBenedetta.blogspot.com
- warzywno-serowej, buttalapasta.it
- owocowej, barancooks.com
i zapragnęłam spróbować. Przyrządziłam ją już kilka razy. Najbardziej przypadła mi do gustu łososiowa, według pomysłu Kwestii Smaku i z naszego polskiego, zwykłego selera z dodatkiem pietruszki - moja improwizacja. Dziś wrzucam terynę łososiową z proporcjami, które mnie wydały się najsmaczniejsze (czyli dopiero po trzecim podejściu). Przy okazji cyknę także fotkę selerowej (bo na stałe zagości na moim imprezowym stole oraz w ofercie cateringowej) i wtedy podzielę się przepisem.

Składniki (2 teryny w plastikowym pojemniczku na ciastka, np Delicje - czyli ok 12 osób dostanie po kawałku):
- ok 450g łososia wędzonego 
- 150g serka ziołowego (u mnie Tartare)
- 150g serka śmietankowego (u mnie Tartare)
- ogórek świeży
- szczypiorek świeży (pół pęczka)
- koperek świeży (pół pęczka)
- pieprz czarny świeży mielony

Potrzebne będą: folia spożywcza oraz formy, w których można ułożyć łososia z nadzieniem i je wsadzić do lodówki. Ja wykorzystałam czyste opakowania po ciastkach.

Przygotowanie:
Zioła posiekać, wymieszać z serkami, doprawić pieprzem. Formy wyłożyć folią spożywczą, tak żeby wystawała poza nią. Układać plasterki łososia - tak żeby także wystawał poza nią. Pozostawić kilka plastrów łososia na wierzch. Ogórka umyć, osuszyć, pokroić w bardzo cienkie plasterki (można obieraczką do warzyw). Do tak przygotowanej formy wyłożyć połowę masy serowej, na niej poukładać kilka plastrów ogórka, położyć resztę masy serowej, zawinąć łososia. Przy pomocy folii aluminiowej lekko docisnąć formując wałek. Przykryć, docisnąć czymś ciężkim - np puszkami. Wstawić do lodówki na minimum sześć godzin. Podawać pokrojone w plastry solo, z mieszanką sałat, np z cząstką cytryny, która idealnie pasuje do łososia.

Czas: 10min + czas chłodzenia
Przygotowanie: bardzo proste
Dostępność składników: łatwa




niedziela, 10 lutego 2013

Affogato


Kawa Affogato - na dzisiejszy poranek najlepsza. Życie trzeba sobie wszak umilać. Słowo affogato oznacza w języku polskim "utopione". Jest to po prostu gałka lodów zatopiona w kawie espresso

Wskazówki jak przygotować kawę w kawiarce podawałam już tutaj. Gałkę ulubionych lodów (moje to waniliowe) zalać gorącym espresso i tyle :) Miłej niedzieli wszystkim!



sobota, 12 stycznia 2013

Prosciutto di Parma i Bufala Mozzarella, czyli przystawka idealna


O Prosciutto di Parma, której jestem wielbicielką, już pisałam przy okazji propozycji przystawki - melona w szynce parmeńskiej. Kiedy tylko mogę zajadam się szynką surową (prosciutto crudo), ale to właśnie przy di Parma serce bije mi mocniej. Mój włoski przyjaciel wie o tym dobrze, zanotował to już dawno temu, kiedy pierwszy raz robiłam zapasy szyneczki na powrót do Polski. Przy każdej mojej następnej wizycie w Rzymie szynka ta zajmowała większą część lodówki, razem ze smakołykami przywiezionymi przez niego z domu (region wł. Puglia, pl. Apulia) jak np sery, chleby, mięso.. Pomiędzy nimi a tymi rzymskimi jest  różnica i C. chciał abym ją poznała - spróbowałam, porównałam i nie sposób się nie zgodzić. Rozkosz :) Nie tylko smaki, ale i słuchanie uzasadnień różnic w smakach pomiędzy regionami włoskimi. Tak już jest w Italii, że w miejscowościach oddalonych od siebie o trzydzieści kilometrów słychać "inny" język i skosztować można innej kuchni. Ta odznaczająca się kulinarna odrębność, choć sprowadzona do wspólnych mianowników jakimi są dobra jakość produktów oraz rytuał jedzenia, jest dla Włochów ważna.

Szynka parmeńska ze zdjęcia to prezent przy okazji rewizyty w Krakowie - resztą sił odjęłam ją sobie od ust, by zachować do zdjęcia :D Podałam ją przyjaciołom jako przystawkę wraz z mozzarellą, na pomidorkach, skropionych oliwą, potraktowanych świeżą bazylią. I dla koloru - polski marynowany patison. Następny był makaron z sugo (podstawowym sosem pomidorowym) i tiramisu, ale w wersji klasycznej, której z przyczyn mi nieznanych jeszcze nigdy nie umieszczałam na blogu.


Przy okazji słowo o serze mozzarella*.
Jest to produkt mleczny, tradycyjnie wytwarzany w Kampanii, zwłaszcza w prowincjach Caserta i Salerno. Najbardziej znana jest tzw bufala mozzarella. Nazwa pochodzi od operacji oddzielania poszczególnych części w procesie tworzenia sera. Mozzarella nazywana jest królową kuchni śródziemnomorskiej, ale także białym złotem lub perłą stołu, zgodnie z najwyższą jakością smaku produktu. Ser ten wytwarzany jest ze świeżego mleka bawolic domowych, także z mleka krowiego, albo mieszanki tych obu. Sprzedawany jest w postaci niewielkich kawałków zanurzonych w serwatce. 

Etapy produkcji Bufala Mozzarella są następujące:
 
1. Surowe mleko bawole przechowywane jest w dużych zbiornikach stalowych.
2. Następnie mleko poddaje się obróbce termicznej, potem przelewa do rozdzielaczy kremu. 
3. Następnie przechowywane jest w pomieszczeniach, w których zachodzi naturalne ścinanie  się mleka - w celu zmniejszenia procesów zakwaszania ser układa się w specjalistycznych  kadziach.
4. Kolejnym etapem jest tzw. spinning - go twarogu wlewa się gorącą wodę, aby zmiękczyć go i uzyskać tzw. pasta filata
5. Następnie ser poddaje się kształtowaniu w specjalnych naczyniach i chłodzeniu.
6. Zanurzenie sera i przechowywanie w oryginalnej serwatce. 
7. Na końcu następuje pakowanie w specjalne pojemniki. 

W określonych regionach, w których hodowane są bawoły, mozzarella może występować pod nazwą "Aversa" lub "Volturno", "Pons". Ser jest niezwykle popularny, występuje w wielu daniach kuchni włoskiej. Jest wyjątkowo smaczny zarówno na zimno jak i na gorąco, gdy jest przyjemnie roztopiony.

Przekąska ze zdjęcia: Kulkę mozzarelli pokroiłam w plastry, a je owinęłam w szynkę parmeńską i ułożyłamna plastrach pomidora. Skropiłam oliwą z oliwek i dodałam listki świeżej bazylii oraz doprawiłam szczyptą soli i świeżo mielonym czarnym pieprzem. Całość podałam z marynowanymi mini patisonami. Wykonanie zajęło 5 minut.

źródło: wikipedia

czwartek, 21 czerwca 2012

Mini tortille z szynką, warzywami i serem żółtym. Podawane z sosem miodowo-musztardowym

Przeglądam sobie z rozrzewnieniem zdjęcia dobrego żarełka i postanowiłam wrzucić jakiś wpis. Nagromadziłam sporo zdjęć i przepisów, jednakowoż postanowiłam się nie katować nimi. Ze względów zdrowotnych, ale i kosmetycznych już dwa miesiące jestem na diecie - takiej poważniejszej. Pierwszy raz w życiu nie tej w stylu "żryj mniej", tylko takiej z określonymi porcjami, zakazami, nakazami itp. Działa :) Powolutku, ale.. no działa! Wrzucę pewnie niedługo kilka dietetycznych wskazówek, aczkolwiek najważniejszą z nich mogę polecić już w tej chwili - masz chęć zrzucić wagę? Idź do dietetyka, który określi Ci jadłospis zgodnie z Twoim trybem życia (jaki by nie był) i zastosuj się do niego. Zacznij się ruszać - co wciąga i po prostu cieszy - nikt mi nie wmówi, że nie.. 
Myślę, że motywacja sprawia, że jakoś to leci (w dół). Mam wrażenie, że jestem najedzona bardziej niż podczas "normalnego" sposobu odżywiania, a mimo to czuję się po prostu lżej. Zdarza mi się zaspokoić różne "kulinarne" zachcianki - byle nie co chwilę i według określonych zasad, tym samym stwierdzam, że nie taka dieta straszna jak ją malują.. 
Dziś jednak wrzucę coś, co do zdrowego, odpowiednio zbilansowanego pożywienia będzie można zaliczyć wyłącznie, jeśli do przygotowania mini tortilli przygotujemy placki na mące razowej, zrezygnujemy z sera żółtego, wybierzemy chudą wędlinę. Można dopchać dowolnymi warzywami - będzie pysznie! Sosem, który z czystym sumieniem można jeść na diecie będzie prawdziwa, bez żadnych dodatków musztarda. Koniecznie do wypróbowania w okrojonej wersji. Natomiast full wersja to:


Składniki:
- tortilla (6 szt.) gotowa - dostępna pszenna, ale także  razowa
-  6-12 plastrów (w zależności od wielkości) ulubionej wędliny, może być gotowana (kurczaczek gotowany dla mnie), pieczona, wędzona, może być salami
- 6 liści sałaty
- papryka czerwona
- 2 pomidory
- cebulka zielona
- 6 plastrów ulubionego sera żółtego, mój to cheddar (w wersji dietetycznej nie ma mowy o serze żółtym :P)

do posmarowania do wyboru: keczup, musztarda, sos majonezowy np z dodatkiem sosu sojowego, chilli albo pomidorowej pasty i doprawiony solą i pieprzem 

do podania: dip miodowo-musztardowy (stosunek musztardy i miodu 1:1), sama musztarda, dip czosnkowy. Dipy dostępne są tu.

Przygotowanie:
Warzywa umyć, osuszyć, pokroić/podzielić wg uznania.
Tortille posmarować wybranym sosem - np łyżka ketchupu, majonezu, odrobina sosu chilli i sojowego. Położyć liść sałaty, plaster wędliny, sera, dodać plastry pomidora, posiekaną cebulkę i paski papryki. Zawinąć, docisnąć delikatnie, przekroić na pół i wyłożyć na półmisek. Przed podaniem przytrzymać chwilę w lodówce. Podawać z ulubionymi sosami.

Czas: 10 min
Przygotowanie: b. proste
Dostępność składników: łatwa

czwartek, 1 marca 2012

Placki ziemniaczane błyskawicznie (placki z gotowanych ziemniaków)


Dziś placki ziemniaczane inaczej, bo z gotowanych ziemniaków - świetny sposób na pozostałe z dnia poprzedniego ugotowane ziemniaki. Zazwyczaj przygotowuję je na oko, poniżej zamieszczony przepis jest już jednak uściślony.

Składniki:
Placki :
- 5 ugotowanych średniej wielkości ziemniaków
- 1 jajko
- 2 łyżki mąki pszennej
- mała cebula
- ząbek czosnku
- sól, pieprz
- olej do smażenia, np rzepakowy

Inna wersja podobnych placków to placki przygotowane z podanych składników, panierowane w mące, jajku i bułce tartej, a następnie smażone na złoty kolor. Te placki podałam z prostym sosem z anchois, do którego potrzeba:

Sos:
- kilka filecików anchois (w zależności od pożądanej konsystencji i smaku - filety są słone)
- 2 łyżki ulubionego keczupu
- kilka łodyżek szczypiorku (opcjonalnie)

Placki pyszne będą także ze śmietaną, z sosem pieczarkowym albo solo.

Przygotowanie:
Ciasto można przygotować zarówno maszynowo jak i przy pomocy tłuczka - wygodniej, dokładniej i znacznie szybciej jest w pierwszej wersji. Ugotowane ziemniaki i cebulę zmiksować. Dodać sól, pieprz, mąkę, jajko i wyrobić na ciasto. Rozgrzać na ogniu patelnię z olejem, łyżką formować niewielkie placki i smażyć z dwóch stron na złoty kolor (po ok 2 minuty z każdej strony).
Sos: fileciki zmiksować z keczupem. Podawać posypane szczypiorkiem.

Czas: 10-15 min
Przygotowanie: proste
Dostępność składników: łatwa

poniedziałek, 6 lutego 2012

Sałatka ziemniaczana z oscypkiem, kiełbasą i konfiturą borówkową



Niedawno byłam w Zakopanem. Oprócz fantastycznych krajobrazów, rześkiego powietrza, jazdy na nartach, a także wielu wspaniałych wspomnień, Zakopane kojarzy mi się z oscypkiem z rusztu z żurawiną. Uwielbiam, po prostu uwielbiam. Zaopatrzyłam się w oscypka na najbliższe kilka miesięcy (w chłodnym miejscu, ale nie w lodówce, można go trzymać do 2 miesięcy - z relacji Pani, która go przygotowuje), stąd inspiracja do sałatki. Nie miałam konfitury z żurawiny, nie miałam także natchnienia by leźć po nią do sklepu, tym bardziej że miałam konfiturę borówkową. W lodówce miałam także kilka ziemniaków z dnia poprzedniego, powrzucałam do nich co uznałam za stosowne, uskuteczniając kolejną potrawę z cyklu "co się nawinie" i połączenie to uznaję za jedno z moich ulubionych. Mam wrażenie, że takie "potrawy" są zawsze najsmaczniejsze.. :>

Składniki:
- 5 średniej wielkości ugotowanych ziemniaków
- laska kiełbasy zwyczajnej
- 1 duża cebula
- 2 łyżki majonezu (kieleckiego)
- 2 łyżki konfitury borówkowej (żurawinowa też się sprawdzi)
- 2 łyżki startego oscypka
- sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Ziemniaki pokroić w cząstki (niekoniecznie równą i drobną kostkę). Kiełbasę przeciąć na pół i pokroić w cieniutkie półtalarki. Cebulę pokroić w wiórki (cieniutkie talarki na pół). Składniki wymieszać ze sobą, dodać majonez i konfiturę, ponownie wymieszać. Posypać oscypkiem. Doprawić do smaku.

Czas: 10 min
Przygotowanie: proste
Dostępność składników: łatwa






sobota, 31 grudnia 2011

Dip chrzanowy, dip serowy


Poza roladą z sera żółtego na stół sylwestrowy proponuję jako dodatek do przekąsek dipy i sosy. Był już sos czosnkowy, był majonez zwykły i kolendrowy. Dorzucam jeszcze chrzanowy i serowy, bo w lodówce zawsze mam jakieś niedobitki śmietany, twarożku, chrzanu, majonezu, czyli czegoś płynnego - bazy sosu, który doprawiam według akuratnego smaka.

Dip chrzanowy

Składniki:
- 4 łyżki tartego chrzanu
- 200g twarożku
- łyżka majonezu
- sól, pieprz

Przygotowanie:
Składniki wymieszać. Serwować do np. wędlin.

Dip serowy

Składniki:

- 4 małe kremowe serki topione
- śmietanka kremowa do gotowania
- szczypta gałki muszkatołowej
- sól, pieprz

Przygotowanie:
Śmietankę zagotować wraz z serkami topionymi. Gotować aż do rozpuszczenia serków, starając się nie dopuścić do wrzenia. Doprawić gałką oraz solą i pieprzem w razie konieczności.
Podawać z surowymi warzywami albo krakersami.


Czas: do 10 min
Przygotowanie: proste
Dostępność składników: łatwa



środa, 25 maja 2011

Bellini drink i porcja mnie

Powinnam dziś pisać pracę, ale coś mi nie idzie.. Pomyślałam, żeby zaprosić promotora na bloga ;) Nie pytam co sądzicie, mam też nadzieję, że tu jednak nie trafi. Choć człowiek z niego tak ciekawy, że nie zdziwiłoby mnie to jakoś drastycznie.. Ale nie o tym.

Przyznaję, że we Florencji nastał "dzień, w którym pękło niebo". Pomyślałam wtedy, że jestem rąbnięta. To znaczy myślę tak na ogół o sobie, ale wówczas chodziło mi o inny rodzaj porąbania niż wtedy, kiedy robię coś inaczej niż każdy inny n o r m a l n y człowiek.
W każdym razie w tamtej chwili zanosiłam się od płaczu i sądziłam, że spektakularna ucieczka w słońce nie zdała się na nic. I że w związku z tym nie ma już dla mnie nadziei. Że jestem 1300 km od domu i nie mogę nawet powyć mojej mamie do telefonu. A jak powyję w słuchawkę siedząc we Włoszech, w których miało być tylko (i wyłącznie!) lepiej, to i jej pęknie serce z żalu, bo tak bardzo zamartwiała się o mnie już wcześniej, że zrobiłabym wszystko, dosłownie wszystko, żeby udowodnić także jej, że stanę na nogi. Toteż starałam się nie wyć.


Tego rodzaju myśl dopadła mnie we Florencji jednak tylko raz.
Dopadła mnie tuż po tym, jak spełniłam swoje marzenie, czyli poszłam do Arena di Verona. (Nie jestem Francis, to nie kupię sobie Bramasole w Toskanii. Nie jestem też Elisabeth Gilbert, to "poszukując siebie" nie spędzę roku na podróżach po Italii, Indiach i Indonezji. Jestem biedną Polką; najwyższą formą luksusu na tamten moment był dla mnie bilet na Aidę :> A niżej wyjaśnię dlaczego o wspominam o tych kobietach..)

Tego dnia, kiedy to znów TO robiłam (czyt. wyłam), a od czego planowałam uciec, do Polski wracała moja przyjaciółka. Jej obecność przez pierwszych kilka dni trzymała mnie na nogach. Musiałam każdego ranka iść do szkoły, a resztę dnia spędzić z Polą. Za to z resztą, że się ze mną do Florencji wybrała będę jej dozgonnie wdzięczna.
No więc.. ryczałam jak bóbr wypominając sobie swoją żałość do momentu, aż zupełnie obcy człowiek wstrząsnął mną tak, że do końca wyjazdu nie wylałam już ani jednej łzy ze złości.
Potem już tylko się bałam.. ale jednocześnie gdzieś tam zaczęło mi się.. chcieć żyć? Tak, to jest bardzo dobre określenie.

W tym miejscu powinnam chyba opisać jak mną wstrząsnął, ale to w sumie nie jest tak istotne, jak to że od tej pory jestem każdego dnia odważniejsza i szczęśliwsza :) Po prostu.

I że jestem znów taka sama jak kiedyś. Chłonę całą sobą komplementy od starych przyjaciół o tym, że już jest ok. Cieszę się i dziękuję Bogu, ze dają mi na każdym kroku odczuć, że dostrzegają moją pracę wykonaną przez ostatni długi czas. I to, że zawsze, ale to zawsze, mogłam na nich polegać.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Moja ukochana Natalka powiedziała dziś, że mówię o Włoszech coraz mniej.. Podrzuciła też wspaniałą lekturę E. Gilbert pod głupio-mądrym tytułem "Jedz, módl się, kochaj" (Możecie sobie wyobrazić pierwszy odruch..). Ale myślę o nich codziennie. Tak samo często myślę o tamtym dniu - zakończeniu pewnego etapu, oby bezpowrotnie :] Myślę o tym, jak ogromną mam nadzieję, że już nigdy nie sięgnę dna. A tak postrzegam swoje podejście do życia w okresie nieco-przed-florencyjnym. Ten strach sprawia, że ilość skumulowanej we mnie motywacji do działania samą mnie potrafi przerazić.

Ciekawa jestem czy wydarzy się kiedyś coś takiego, co sprawi, że będę mogła podróżować do Włoch regularnie. Mam na myśli pogodzenie tego, co kocham i czego nie chcę opuszczać w Krakowie z ewentualnymi aspiracjami zawodowymi i zwykłą radością, jaką odczuwam kiedy zbliża się szansa wyjazdu do Włoch.
Na chwilę obecną pozostaje mi jednak zanurzanie się w lekturach j/w, w których odnajduję po prostu cząstkę siebie. Śmieję się do rozpuku nad różnymi włoskimi anegdotami, rozumiem miłość do najpiękniejszego, najmuzykalniejszego języka na świecie i najtrafniejszych językowych metafor. I to, że można się go chcieć uczyć dla samej przyjemność nauki, a nie BO SIĘ MUSI. Zachwycam się włoskim żarciem, nawet jeśli idzie o jagnięce jelita wyglądające jak kupa.
Rozumiem co znaczy uszczęśliwiać się na siłę, ale rozumiem też co znaczy "stać się szczęśliwym człowiekiem" nie zauważając momentu, w którym to się konkretnie "zdarzyło". Płaczę nad smutnymi przemyśleniami bohaterek tych książek, które je rozjeżdżają niczym czołg, bo wiem jak to jest czuć się tak, jakby właśnie rozjechał mnie czołg.
I rozumiem też co znaczy "przestać ignorować siebie"...


I inne pierdoły, i inne bzdury, a jakże dla mnie istotne. Myślę sobie, że może to nie tylko fikcja? (i tu pojawia się nieśmiały uśmiech na mojej umaseczkowanej twarzy:>)


Na dzisiejszy prześwietny wieczór - drink Bellini. Ciekawskich
odsyłam tu. Zapraszam też na stronę Kuba Pichci, gdzie ów drineczek pozwolił mi wygrać film "Lo sono l'amore" (a jakżeby inaczej? :P). Drinek w przepisie Catherine Fulvio w swoim składzie białe brzoskwinie. Konia z rzędem temu, co znajdzie białe brzoskwinie w Krakowie! U mnie to, co było pod ręką. Też było dobre ;)

Składniki:

- 5 - 6 różowiuśkich brzoskwiń
- włoskie Prosecco
Przygotowanie:
Porządnie schłodzić wino oraz kieliszki do szampana, "zmrożony kieliszek ma w sobie jakąś tajemnicę" (Catherine Fulvio). Brzoskwinie obrać i zmiksować dokładnie, na delikatną konsystencję. Kieliszki do szampana wypełnić brzoskwiniami na wysokość ok 1/4 szklanki i zalać winem. Tyle!
Czas: 10 min

Przygotowanie: proste

Dostępność składników: łatwa



niedziela, 17 kwietnia 2011

Jajka faszerowane


Propozycja na świąteczne (i nie tylko) śniadanie, czyli faszerowane jajeczka. Takie jajka, z dowolnym nadzieniem, nadają się także na imprezkę. U mnie dwa nadzienia - żółte i czerwone, bo dwa jajka na dwie osoby :) Żółte to żółtko z dodatkiem odrobiny majonezu i curry, czerwone - z papryką i keczupem. Ślicznie wygląda także zielone - z dodatkiem ulubionych ziół, np szczypiorku, koperku czy bazylii albo oregano.

Ładne bliźniaczki mi się trafiły? :)


Składniki (na dwie osoby):
- 2 jajka
- łyżka keczupu
- łyżeczka pasty paprykowej (lub szczypta papryki w proszku)
- łyżka majonezu

- szczypta curry, żeby było żółciej

- 2 łyżki gęstego serka homo albo jogurtu greckiego
- szczypta soli


Przygotowanie:
- Jajka ugotować na twardo (powtarzając za Nigellą - jeśli do gotujących się jajek wrzucisz zapałkę, nie wypłynie z nich białko)
- ugotowane jajka ostudzić, obrać, przeciąć na pół i wydrążyć żółtka. Żółtka wymieszać widelcem z serkiem homo, solą, ew. curry i majonezem. Połowę masy przełożyć do szprycy do dekoracji z ozdobną końcówką i wycisnąć do białek. Udekorować dowolnie.
- Do pozostałej części masy dodać keczup i pastę paprykową. Wymieszać. Postąpić tak jak w przypadku masy żółtej - włożyć do białka przy pomocy szprycy.

Czas: ok 10-12 min

Przygotowanie: proste (żeby było ładnie przyda się dekoracyjna szpryca cukiernicza - u mnie odbabcina, czyli najcudowniejsza na świecie :))))))
Dostępność składników: łatwa

środa, 16 marca 2011

Jajecznica, śniadanie mistrzów. Jaka jest Twoja ulubiona jajecznica?



Na dzień dobry najlepsze jest jajo, takie moje zdanie. Uwielbiam jajka, w każdej postaci. Aczkolwiek mocno je ograniczam. Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam jajecznicę, a przecież ją tak lubię! Przeglądając zdjęcia blogowe natrafiłam na jajecznicę z wkładką, konkretną i chyba lubianą przez wszystkich. A nie wszyscy ją sobie umieją przygotować (tu mrugam do kolegi, który twierdzi, że jajecznica to szczyt jego umiejętności kulinarnych, gdyż potrafi przypalić nawet wodę na herbatę.. ekhm?). No to wrzucam, niewyszukane to to, ale za to pyszne :)

Najlepsza jajecznica to taka prosto z patelni, z pajdą chleba z masłem. Kiedy w moim rodzinnym domu przygotowywano jajecznicę to taka patelnia z jajecznicą była najbardziej upragniona, i jakoś to trzeba było, drogą kompromisu, obdzielać. Komu nie dostała się jajecznica na patelni, dostawał ją na chlebku - też dobre :)

"Przepis" podaję, bo ponoć istnieją tacy, dla których jajecznica to problem :P

Tym razem nawinęły mi się (na 2 osoby):
- 4 jajka
- 2 łyżki posiekanego boczku wędzonego
- mała cebula biała
- łyżka masła
- szczypta soli
- ok 50ml mleka
- jako dodatki polecam także: szynkę, kiełbaskę, pomidorki bez skórki, szczypiorek, cebulkę dymkę, paprykę, pietruszkę.. A jaka jest Twoja ulubiona jajecznica?

Przygotowanie:
Jajka z mlekiem roztrzepać dokładnie. Cebulkę posiekać, boczek pokroić na małe kawałeczki. Masło rozgrzać na patelni, zeszklić na nim cebulkę i boczek, na średnim ogniu (ok 4 min). Dodać masę z jajek i delikatnie mieszać drewnianą łyżką, aż się zetnie. Jak kto lubi, im dłużej na kuchni, tym bardziej ścięta :)

Czas: 10 min
Przygotowanie: proste
Dostępność składników: łatwa