środa, 2 stycznia 2013

Błogie lenistwo nad "Śródziemnomorskim latem"

Rzym, Italia, 2013

Sounion, Grecja, 2010

Ateny, Grecja, 2010

Jestem po pierwszych stronach książki "Śródziemnomorskie Lato" (David Shalleck i Erol Munuz ze wstępem Mario Batali) i czuję znów to charakterystyczne ukłucie w sercu. Czyżby Italia mnie wzywała? Czy można być słowianką z krwi i kości, przekonaną o swoim pochodzeniu, być dumną z zamieszkania w pięknym Krakowie i jednocześnie czuć jakieś kosmiczne przyciąganie w stronę Morza Śródziemnomorskiego?

Od zawsze zachwycały mnie śródziemnomorskie kultury, świadomie używam słowa "kultury", z całą ich podstawą - społeczeństwem, historią. Kulturą: sztuką, muzyką, tradycją i kuchnią. Żaden ze mnie znawca - ściślej rzecz ujmując: im bardziej szukam i im więcej czytam, tym - mam wrażenie - mniej wiem o krajach śródziemnomorskich, ale wciąga mnie temat coraz bardziej. Zaczyna stanowić prawdziwą pasję. A wiem dobrze co to pasja (znowu świadome używam słowa), a przynajmniej wiem co to pasja w moim wydaniu - potrafię się jej całkowicie oddać. I kiedy czytam o podróży.. o tym, że można tak od jednego wybrzeża do drugiego, jedząc, podziwiając to wszystko co tylko można podziwiać w podróży - ludzi, miejsca, dźwięki, zapachy i smaki to myślę sobie, że JA TEŻ TAK CHCĘ! Ależ mnie ściska za serce.. Chcę znowu do Grecji, do Hiszpanii, do Francji, nawet na Cypr, ale najbardziej chcę do Italii! Słońce, słonko, słoneczko, słoneczusio...

Wracam do opisu Positano..

Może powinnam napisać kilka słów o książkach, które łechtają miło włoskie wspomnienia i przenoszą mnie na chwilkę w ukochane miejsce?

Florencja, Italia, 2011
Florencja, Italia, 2011
Skały Afrodyty, Cypr, 2005